
Egzema a szyna derotacyjna
1 marca 2026
Jak nosić dziecko w gipsach?
13 marca 2026Końcówką września 2023 roku miała urodzić się nasza córeczka. Jagoda postanowiła jednak dać nam jeszcze jedenaście dni oczekiwania. Już wtedy wiedzieliśmy, że będzie wyjątkowa – choć nie przypuszczaliśmy jeszcze, jak wiele nas razem nauczy…
Diagnoza przed narodzinami
Pierwsze badania prenatalne nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Dopiero podczas kolejnych pani ginekolog poinformowała mnie o podejrzeniu stopy końsko-szpotawej. Sama nazwa niewiele mi wtedy mówiła – pamiętam jedynie łzy i telefon do męża z informacją, że „nasza córka ma coś ze stopami”.
Zanim wróciłam do domu, mąż zdążył już znaleźć stronę Fundacji Ponsetiego i zapoznać się z podstawowymi informacjami. Po dwóch tygodniach, podczas kolejnego badania, podejrzenie zostało potwierdzone – tym razem na obu stopach. Dla pewności skonsultowaliśmy się jeszcze z innym ginekologiem.
Chcieliśmy być jak najlepiej przygotowani, dlatego zaczęliśmy intensywnie poszerzać wiedzę: czytaliśmy materiały fundacji, dołączyliśmy do grup wsparcia i poznawaliśmy historie innych rodziców.
Świadomy wybór leczenia
Babcia Jagody powiedziała kiedyś zdanie, które bardzo zapadło nam w pamięć:
„Najlepszym ekspertem od choroby jest rodzic dziecka, które ją ma.”
Dlatego zdecydowaliśmy się na zespół, w którym był nie tylko lekarz, ale także rodzic dziecka z tą samą wadą. Wybraliśmy polecanego specjalistę z Warszawy, współpracującego wówczas z panią Moniką. Wizytę zaplanowaliśmy jeszcze przed porodem, aby po narodzinach być gotowymi do działania.
W planie porodu zawarliśmy informację o podejrzeniu stopy końsko-szpotawej z prośbą o nieingerowanie.

Pierwsze chwile i początek leczenia
Gdy Jagoda przyszła na świat, patrząc na jej twarz, wiedzieliśmy jedno – będzie dobrze. Na stopy zwróciliśmy uwagę dopiero po około godzinie. Wtedy padły słowa: „To nie wygląda tak źle, jak się obawialiśmy.”
W czasie ciąży tylko najbliżsi wiedzieli o możliwej diagnozie. Po porodzie informacja dotarła do szerszego grona, a wiele osób – zaskoczonych, ale spokojnych – pytało, dlaczego zdecydowaliśmy się leczyć dziecko ponad trzy godziny drogi od domu.
Podczas pierwszej wizyty w ośrodku leczenia zobaczyliśmy wielu rodziców i dzieci, którzy byli na tej samej drodze. Wymienialiśmy się spojrzeniami, uśmiechami i wsparciem. Przez kilka tygodni poniedziałki stały się naszym rytuałem – dniem wyjazdów i zmiany gipsów.
Jagoda bardzo dobrze znosiła leczenie gipsami. Najtrudniejszym momentem dla nas był zabieg tenotomii, ale i ten etap córka przeszła dzielnie.
Szyna, codzienność i małe wyzwania
Początek noszenia szyny przyniósł drobne rany i odparzenia, jednak szybko nauczyliśmy się sobie z nimi radzić. Problemy te nie wróciły.
Z czasem zaczęliśmy coraz otwarciej mówić o wadzie Jagody. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że wiele osób miało już styczność ze stopą końsko-szpotawą – w rodzinie, wśród znajomych lub sąsiadów.
Choć na początku czas spędzany w szynie bardzo się dłużył, później zaczął mijać coraz szybciej. Zaczęliśmy chodzić na basen, a gdy protokół na to pozwalał – zdecydowaliśmy się na pierwsze wspólne zagraniczne wakacje. Naszym kierunkiem została Minorka. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że właśnie tam urodził się doktor IGNACIO PONSETI. Ten zbieg okoliczności nadał naszej podróży wyjątkowe znaczenie.

Pierwsze kroki i dziś
Z cierpliwością czekaliśmy na pierwsze samodzielne kroki – i doczekaliśmy się. Dziś Jagoda biega, skacze i tańczy, a ruch jest jedną z jej ulubionych aktywności.
Minęły już ponad dwa lata z szyną. Trzymaliśmy się protokołu bardzo konsekwentnie, choć – jak u wielu rodzin – zdarzały się małe bunty. Szczególnie wtedy, gdy mama zbyt dosłownie brała sobie do serca hasło: „Kocham cię i o jedną dziurkę więcej.”
W trudniejszych chwilach ogromnym wsparciem była książeczka „Króliczek i jego magiczne buciki”, która stała się naszym wieczornym rytuałem. Jagoda do dziś przynosi buciki w piżamce, bierze książeczkę i recytuje ją niemal z pamięci.

Za każdym razem, gdy wchodzimy do naszej przychodni na kolejne szczepienia, panie tam pracujące z uśmiechem pytają, czy dobrze pamiętają – czy to nie jest ta dziewczynka z gipsami? Z niedowierzaniem i zachwytem obserwują, jak bardzo Jagoda jest dziś aktywna.
Po ukończeniu przez Jagodę dwóch lat wybraliśmy się również na konsultację do Wiednia, skąd wróciliśmy z samymi dobrymi wiadomościami i potwierdzeniem dotychczasowego leczenia.
Wspólna droga
Przez cały ten czas spotkaliśmy wielu rodziców i dzieci – na żywo i w internecie – którzy zostawili trwały ślad w naszej historii. Dziękujemy za każdą rozmowę, radę, uśmiech i podzielenie się własnym doświadczeniem.
Nasza historia wciąż trwa, ale wiemy, że robimy wszystko, co w naszej mocy – i będziemy robić dalej. Choć serce wciąż bije szybciej, gdy Jagoda się potknie lub przewróci, mamy poczucie, że nic nie jest już dla nas straszne.
Życzymy wszystkim rodzicom wytrwałości w codziennym dociskaniu środkowego paska i pozdrawiamy wszystkie dzielne dzieci – te małe i te duże.
A może kiedyś na pikniku clubfoot pojawią się zawody w zakładaniu bucików na czas?

Jagoda wraz z rodzicami – Julią i Pawłem
GRUPA WSPARCIA

Dołączając do grupy, zyskujesz dostęp do sprawdzonych informacji o leczeniu metodą Ponsetiego, realnego wsparcia innych rodziców oraz przestrzeni na pytania, wątpliwości i codzienne problemy związane z leczeniem i opieką.
To miejsce tworzone przez rodziców – dla rodziców.








