
Dlaczego boimy się wiedzy? O rodzicach, medycynie i stopie końsko-szpotawej
9 grudnia 2025
Leonard
22 grudnia 2025Nasza przygoda zaczęła się jeszcze w brzuchu, kiedy to podczas badań prenatalnych wyszło, że syn będzie miał obie stopy końsko-szpotawe. W mojej głowie pojawiło się wiele pytań: Co to takiego jest? Czy da się to wyleczyć? Czy będzie sprawny? I gdzie szukać pomocy?
W znanej wszystkim wyszukiwarce Google wpisałam hasło: stopy końsko-szpotawe. Pierwsza ze stron, która mi się pojawiła w wynikach to była strona Fundacji. Niestety w natłoku emocji przeleciałam na szybko wszystkie zdjęcia tam zamieszczone i wyszłam. Było to dla mnie zbyt dużo emocji jak na jeden raz. W tamtym momencie nie umiałam skorzystać z wiedzy podanej „w pigułce”.

FRYZJER I… GRUPA?
Zaczęliśmy więc szukać informacji dookoła: pytać znajomych, rodziny czy ktoś z okolicy słyszał o czymś takim jak stopy końsko-szpotawe? I o to trafił się człowiek, który jest idealnym źródłem informacji: fryzjer. Podczas z jednej z wizyt i opowiedzeniu historii życia okazało się, że zna osobę z dzieckiem o takiej samej wadzie. Uzyskałam numer telefonu i skontaktowałam się. Osoba ta wskazała mi namiary ponownie na stronę wcześniej przeze mnie odwiedzoną www.ponseti.pl Poleciła mi także grupę wsparcia na Facebooku dla rodziców w takiej samej sytuacji, jak nasza. Posiadając więc realne informacje, przysiedliśmy do zapoznania się z naszym rywalem. A wiedzy do przyswojenia było od groma! Na stronie Fundacji jest opisany cały proces leczenia od A do Z. I tak wstępnie przygotowani udaliśmy się na porodówkę!

ODWAGA
Dzięki zdobytej wiedzy i znajomości polecanych lekarzy wiedziałam, że nikt u nas w okolicy nie będzie odpowiedni do leczenia stóp, a wręcz przeciwnie – przyczyni się do kalectwa. Zdobyta wiedza pozwoliła mi być pewną siebie w tym, co mówię i w starciu z lekarzami, którzy próbowali mi wcisnąć fizjoterapeutów, próbując niby uzdrowić mi dziecko. A ja widziałam, że jedyną słuszną metodą jest złota metoda Ponsetiego. Dwa miesiące po porodzie rozpoczęliśmy przygodę z gipsowaniem.
TACY SAMI JAK MY!
Gdyby nie to co robi Fundacja Ponsetiego i ogrom wiedzy, który udostępnia poświęcając na to swój każdy wolny czas, bylibyśmy w złym miejscu i nasze dziecko ponosiłoby tego konsekwencje w postaci kalectwa. Dlatego dziękujemy z całego serca Fundacji za to co robią i że dzielą się tą wiedzą z nami. Za tym logiem i treścią siedzą rodzice tacy sami jak my, którzy nie mieli tyle szczęścia i zderzyli się z murem niewiedzy i błędnego leczenia, co odbiło się na ich dzieciach. Postanowili jednak poświęcić się dla mojego dziecka i naszych dzieci i dać im dobry start w leczeniu!

Aktualnie raz na jakiś czas próbujemy powracać do dostępnej wiedzy, żeby upewniać się czy proces leczenia przebiega odpowiednio.
Ktoś kto nie zna naszej historii, nie dowierza, że nasze dziecko przeszło już tak wiele w tak młodym wieku. Staramy się uświadamiać ludzi dokoła, że tylko dzięki odpowiedniej metodzie leczenia oraz zaangażowaniu Fundacji nasze dziecko cieszy się sprawnością!
Magdalena, mama Cezarego





